I że Cię nieDopuszczę aż do… ślubu

Głupota ludzka, absolutnie, granic nie zna, a tytuł światowej stolicy, mekki, głupców od lat dumnie dzierży USA. To co ostatnio przeczytałem zjeżyło mi włosy na głowie, nie wiem czy dla was to nowość, czy już mieliście styczność z tym niezwykle żałosnym zjawiskiem, jakim są, bale czystości.

Bale czystości polegają na tym, że chorobliwie zazdrośni zakompleksieni i prawdopodobnie średnio rozwinięci intelektualnie tatusiowie, zaciągają swoje malutkie córeczki(wystrojone w białe suknie) przed ołtarz. Zakładają na ich palec obrączkę i dumnie ślubują, że będą stać na straży ich cnoty, aż do ślubu (dobrze że nie do śmierci). Wówczas,  małe często 7, 9 letnie dziewczynki (jakże jeszcze głupiutkie i naiwne) zobowiązują się, co ja mówię, przysięgają i to uroczyście przed rodziną i co gorsza przed bogiem, że nie będą uprawiać seksu aż do zamążpójścia(sama ceremonia do złudzenia przypomina normalny ślub, wszyscy wystrojeni, babcie wzruszone, białe gołębie, potem tańce, wyżerka  itp. pierdoły)

Już samą Czystość do ślubu  uważam za zwykłą głupotę, ale jestem wstanie ją zrozumieć,  gdy jest to przemyślana decyzja, podjęta z własnej niczym nieprzymuszonej woli młodej kobiety. Ale bal czystości ?

przecież  to najzwyklejsze uprzedmiotowienie kobiet, odbieranie im prawa decydowania o sobie, o swojej seksualności, dziewczynki najpierw są pod ścisła kontrolą ojca a później męża pozbawione szans na zdobycie informacji o swoich potrzebach.

Jak wynika z badań, bale czystości to kompletnie niepotrzebna bzdura, twór chorego amerykańskiego, łasego na pieniądze umysłu. Nastoletnie dziewczyny, które wyrzekały się seksu aż do ślubu, równie często uprawiają seks przedmałżeński, jak te które tego nie robiły, częściej natomiast zachodzą w „niechcianą” ciążę ponieważ brak im podstawowej edukacji seksualnej. Biorąc to wszystko pod uwagę wniosek nasuwa się sam bale czystości to majstersztyk ludzkiej głupoty, a jedyne czego jest symbolem to rozpaczliwego dążenia mężczyzny do dominacji nad kobietą i tęsknoty do patriarchatu.

Advertisements

„Wyszedłem z mroku”

Wyszedłem z mroku - Marian Marek Bilewicz.

11 sierpnia 1944 roku z Polski odjeżdża, w głąb ZSRR, pierwszy transport aresztowanych  przez oddziały NKWD żołnierzy Armii Krajowej. Jednym z takich transportów wywieziony został Marian Marek Bilewicz mieszkający we Lwowie żołnierz AK. Bilewicz został skazany na 10 lat katorżniczej pracy, w Łagrach, autonomicznej republiki Komi, wcześniej przeżył katownie Gestapo,  uczestniczył w wielu heroicznych akcjach Lwowskiego AK.

“Wyszedłem z mroku”  jest pisaną w formie pamiętnika autobiografią Bilewicza, to jedna z tych małych wielkich książek (składa się z zaledwie 224 stron),  opowiada  historię prawdziwego bohatera, człowieka, który przez  najpiękniejsze lata swojej  młodości walczył o Polskę, człowieka który nigdy nie stracił nadziei.

Książkę przeczytasz z szeroko rozdziawioną gębą i przyspieszonym biciem serca, wspomnienia  Mariana Marka Bilewicza w większości są przerażające i doprowadzą Cię do skrajnej wściekłości, ale czytając, co jakiś czas  na Twojej twarzy pojawi się uśmiech, nawet w tych okrutnych czasach, można było znaleźć odrobinę szczęścia.

Jeśli masz ochotę na bohaterską historię o ratowaniu świata, ratowaniu najbliższych itp. To odpuść sobie na chwilę Wiedźmina, Eddarda Starka, przeczytaj o Marianie Marku Bilewiczu.

Tytuł: Wyszedłem z mroku

Autor: Marian Marek Bilewicz

Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza Warszawa 1990
Ilość stron: 224 s.
Oprawa: miękka
ISBN: 83-205-4299-5