I że Cię nieDopuszczę aż do… ślubu

Głupota ludzka, absolutnie, granic nie zna, a tytuł światowej stolicy, mekki, głupców od lat dumnie dzierży USA. To co ostatnio przeczytałem zjeżyło mi włosy na głowie, nie wiem czy dla was to nowość, czy już mieliście styczność z tym niezwykle żałosnym zjawiskiem, jakim są, bale czystości.

Bale czystości polegają na tym, że chorobliwie zazdrośni zakompleksieni i prawdopodobnie średnio rozwinięci intelektualnie tatusiowie, zaciągają swoje malutkie córeczki(wystrojone w białe suknie) przed ołtarz. Zakładają na ich palec obrączkę i dumnie ślubują, że będą stać na straży ich cnoty, aż do ślubu (dobrze że nie do śmierci). Wówczas,  małe często 7, 9 letnie dziewczynki (jakże jeszcze głupiutkie i naiwne) zobowiązują się, co ja mówię, przysięgają i to uroczyście przed rodziną i co gorsza przed bogiem, że nie będą uprawiać seksu aż do zamążpójścia(sama ceremonia do złudzenia przypomina normalny ślub, wszyscy wystrojeni, babcie wzruszone, białe gołębie, potem tańce, wyżerka  itp. pierdoły)

Już samą Czystość do ślubu  uważam za zwykłą głupotę, ale jestem wstanie ją zrozumieć,  gdy jest to przemyślana decyzja, podjęta z własnej niczym nieprzymuszonej woli młodej kobiety. Ale bal czystości ?

przecież  to najzwyklejsze uprzedmiotowienie kobiet, odbieranie im prawa decydowania o sobie, o swojej seksualności, dziewczynki najpierw są pod ścisła kontrolą ojca a później męża pozbawione szans na zdobycie informacji o swoich potrzebach.

Jak wynika z badań, bale czystości to kompletnie niepotrzebna bzdura, twór chorego amerykańskiego, łasego na pieniądze umysłu. Nastoletnie dziewczyny, które wyrzekały się seksu aż do ślubu, równie często uprawiają seks przedmałżeński, jak te które tego nie robiły, częściej natomiast zachodzą w „niechcianą” ciążę ponieważ brak im podstawowej edukacji seksualnej. Biorąc to wszystko pod uwagę wniosek nasuwa się sam bale czystości to majstersztyk ludzkiej głupoty, a jedyne czego jest symbolem to rozpaczliwego dążenia mężczyzny do dominacji nad kobietą i tęsknoty do patriarchatu.

Advertisements

Na dobry początek

Zacząć zawsze jakoś trzeba i zazwyczaj nie jest to proste, w Internecie można znaleźć wiele niespełnionych i porzuconych tworów (mam nadzieje, że taki los nie czeka mojego blogu ).

 

Pomysł na pisanie, pojawił się w mojej głowie już dawno.  Tematy  przychodziły jak grom z jasnego nieba, zupełnie niespodziewanie, tak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem, tyle że zamiast komputera używałem do tego swojej wyobraźni. W świecie fantazji jako wschodząca gwiazda polskiej blogosfery osiągnąłem już wszystko, lecz moje ambicje ciągle były niezaspokojone…………….

 Rozpocząłem kolejny etap mojej „kariery”, etap pisania w Wordzie.  Przekonałem się,  że pisanie nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać. Spore rozczarowanie na tym etapie, wynika z chęci upublicznienia tego co się robi, zaprezentowania swojego materiału i podania go ocenie innych, ale jest też druga strona, znajomość własnych ograniczeń i wstyd, który rządzi naszym życiem(ale o tym szerzej  innym razem). Pisanie do szuflady było mniej satysfakcjonujące, niż imaginacja na ten temat (pisząc blog w marzeniach, przynajmniej zawsze, byłem skazany na sukces własnych wyobrażeń i oczekiwań). Dodatkowy impuls, na przełamanie wstydu, pojawił się dość niespodziewanie, gdy czytałem znany i lubiany blog Andrzeja Tucholskiego, nie wiem czemu, ale natchnął mnie jakąś pozytywną energią.

Tak oto podjąłem decyzję o pisaniu w Internecie (czy słuszną, to się jeszcze okaże). Niestety, już na wstępie pojawiło się kilka problemów:

 a) Moja dysortografia (potrafię robić takie błędy, że nawet Word daje się wyprowadzić w pole )

 b) Małe doświadczenie w pisaniu( przez parę lat studiów ograniczałem się jedynie do wykonywania obowiązkowych prac pisemnych z nimi związanych, ale cholera jak inaczej zdobyć doświadczenie jak nie przez pisanie właśnie, dzięki upublicznieniu, szybko dowiem się co robię nie tak)

 c) Za cholerę nie wiedziałem jak  zacząć, gdzie ten blog ugryźć, umieścić. Oczywiście najłatwiej poszukać cennych informacji  w Internecie, więc pełen nadziei i zapału, wpisywałem w Google różne kombinacje zdań ze słowem blog w roli głównej i zacząłem wielkie czytanie po paru godzinach buszowania zapał odszedł w siną dal a ja nie dowiedziałem się kompletnie niczego poza tym że oczywiście najlepiej uczyć się na własnych błędach, a jak będziesz dobry to bez względu na to gdzie jest Twój blog możesz osiągnąć powodzenie (przynajmniej  mam taką nadzieję J)  

P.S.

Przeglądając informacje o blogach, trafiłem na kilka porażająco inteligentnych pytań, np. jak odnieść sukces prowadząc blog, jak stać się popularnym i bogatym itp. Naprawdę wielki szacun dla każdego kto wbrew własnej inteligencji napisał coś w tym stylu, aaaa i oczywiście jeszcze większy szacun dla tych wszystkich niespełnionych „blogstars” którzy postanowili na tak postawione pytania odpowiedzieć.