Nie wstydź się słuchać Disco polo…….. Twoi znajomi są takimi samymi „wieśniakami” jak Ty.

Polacy kochają disco polo, tak było, tak jest teraz i tak będzie zawsze.  Nie rozumiem tylko dlaczego wstydzą się do tego przyznać.

Mogę się założyć, że ok. 70% polaków, co rano bierze kąpiel, czy prysznic, przy dźwiękach disco polo, podśpiewując przy tym dziarsko, przestępują z nogi na nogę(poruszając się zwinnie niczym Fred Astaire, aż  w końcu ktoś  uderzy o szafkę albo co gorsza wypierdoli się,  ot i czar wyobraźni prysnął, z gwiazdy estrady znów stanie się tylko sobą, smutnym zakonspirowanym fanem Disco polo).

Gdyby tak zebrać wszystkie odtwarzacze muzyczne, od każdego Polaka, przesłuchać je, to okaże się że na większości z nich znajdziemy od 1 do 3 disco hits. Dlaczego od 1 do 3 prosta sprawa, gdyby ten odtwarzacz wpadł w niepowołane ręce  np. kolegi czy koleżanki, to zawsze można powiedzieć, „ nie no co Ty stary, nie słucham takiego gówna, dla jaj wrzuciłem” (czerwieniąca się twarz jednak zdradzi nam prawdę). Niewielu jest dumnych zadeklarowanych fanów disco polo, zwłaszcza wśród mieszkańców miast. Zabawne jest to, że ludzie nie wstydzą się popierdalać w dresach po mieście, chlać wódy do upadłego, czy też dawać dupy na prawo i lewo, a wstydzą się przyznać, że lubią Disco.

Właśnie w tym momencie dumnie wkraczają na polską scenę muzyczną  Bracia Figo Fagot, pokonują ludzki wstyd najprościej jak tylko można- robiąc sobie jaja, wyśmiewając i drwiąc. Powiedzieli ludziom jasno i wyraźnie, tworzymy prześmiewczą wersje disco polo i  nie chcemy, żeby naszymi odbiorcami  byli mieszkańcy wsi, chcemy aby słuchali nas ludzie z miasta. Słuchanie Braci FF stało się nobilitujące, przecież to nie jest muza dla wieśniaków, tylko dla inteligentnych mieszczuchów z poczuciem humoru, którzy doskonale wiedzą co to pastisz czy twórczość Tarantino. Czyli w dużym skrócie słuchając disco polo w wykonaniu Braci FF manifestuje swoją nienawiść do…. disco polo, przynajmniej na poziomie deklaratywnym. W rzeczywistości jednak, dzięki Figo Fagot mogę bez wstydu, pewny siebie, z zachowaniem wysokiego poczucia własnej wartości, słuchać swojego ulubionego gatunku muzycznego jakim jest disco polo. Mogę to robić w pracy, w domu, na imprezie z przyjaciółmi i nikt mnie nie wyśmieje.

Czym zatem różni się słuchanie braci FF od słuchania klasycznego(jak to zabawnie brzmi, aż powtórzę)klasycznego Disco Polo?  Niczym jedyna różnica istnieje w naszych głowach.  BFF w naszej świadomości figurują jako zespół prześmiewczy, który koloryzuje klasyczne wiejskie disco polo dla wieśniaków, w zabawną muzykę dla inteligentnych mieszczuchów . Faktycznie może tak być, myślę jednak, że inteligentny mieszczuch, po przypadkowym usłyszeniu zabawnego kawałka , wróci do domu odpali go sobie raz czy drugi, później  pokaże go kumplowi, razem pośmieją się przez chwilę. Jednak po kilku przesłuchaniach zabawnego, wpadającego w ucho, aczkolwiek nieco prymitywnego utworu, zacznie się nim nudzić. Nie spędzi wieczoru na przesłuchaniu całej płyty, bo ileż można słuchać  ciągle tego samego o świnkach, chlaniu, jebaniu(sam testowałem to pisząc ten wpis, przy czwartej piosence miałem już dość i musiałem zmienić repertuar).  Wszystko ma swoje granice. Jak długo można śmiać się z żartów o kupie, no jak się ma 14 lat to długo, ale jeśli ma się ich trochę więcej, to przestają być  wystarczające. Zaczyna się  poszukiwać  innych żartów, takich które zaczną stymulować nasz mózg do działania, a nie tylko bezmyślnego trwania pomiędzy ścianami głowy.

Niech nikt mnie źle nie zrozumie, ja nie potępiam ani twórczości BFF, ani słuchania Disco polo, ja potępiam ludzką hipokryzje, bo niech każdy sobie słucha czego chce, ale też niech umie się do tego przyznać. Ja ze swojej strony, zachęcam jednie do poszukiwań. Nie ograniczajmy się do jednego nurtu muzycznego. Każdy inteligentny czy to mieszczuch czy to wieśniak(tak wieśniak to nie jest obraźliwe słowo, zarówno na wsi jak i w mieście mieszkają ludzie inteligentni ),  będzie potrzebował od muzyki czegoś więcej, czegoś  co pozwoli mu kształtować  jego wrażliwość na sztukę, a z pewnością muzyka Braci Figo Fagot mu tego nie zapewni .

Dwa magiczne słowa

Dosłownie przed chwilą wróciłem do domu, ze spotkania z jednym ze swoich kumpli. Pogadaliśmy o wszystkim, piłce nożnej, filmach, standardowo na koniec zeszliśmy na tematy muzyczne (zabawne, zawsze poruszamy ten temat, mimo że zazwyczaj kończy się to kłótnią). Nagle podniecenie mojego kolegi sięgnęło zenitu, zaczął mi opowiadać o swoich wrażeniach z koncertu Braci Figo Fagot. Był naprawdę podekscytowany, więc słuchałem uprzejmie ani myśląc  o tym, żeby się z niego wyśmiewać czy drwić.  Kolega opowiadał o tym, że kupił sobie ich płytę słucha jej codziennie, wrzuca ich piosenki na Facebooka, „bo trzeba lansować taką zajebistą muzę” po pół godzinie słuchania na ten temat, postanowiłem się włączyć do rozmowy i naprawdę grzecznie i kulturalnie, bez drwiny czy jakiejkolwiek złośliwości zapytałem:

-A skąd taka miłość do Disco polo ? zawsze tylko Hip hopy i Rapsy ?

Jego reakcja była natychmiastowa, zaczął się  zapowietrzać, twarz mu nabrzmiała myślałem, że wybuchnie, ale tylko odpowiedział pytaniem na pytanie (tonem dosadnym mało kulturalnie):

-Jakie kurwa Disco polo ? ( coś tam mówił jeszcze ale już nie zarejestrowałem tego)

Więc i ja odpowiadam (z trudem utrzymując powagę, ponieważ ten nagły atak wstydu rozbawił mnie nieco, w końcu znamy się od lat, wiele razy opowiadał upokarzające historie ze swojego życia i nigdy się nie wstydził, a tu nagle dwa proste słowa wywołują w nim tyle emocji).

– No normalne Disco polo, w końcu stary od pół godziny opowiadasz mi o tym ile radości daje Ci ta muzyka, o tym że słuchasz jej codziennie, więc pomyślałem że lubisz (drugi raz użyłem tych przerażających słów) Disco polo.

On na to (nadal mało kulturalnie i chyba jeszcze bardziej dosadnie niż wcześniej) :

– To nie jest kurwa Disco polo i gówno się znasz. (podsumował zgrabnie)

Może to i ja gówno się znam, ale to on był czerwony jak burak i wściekły jak osa. Na szczęście jak zwykle na koniec się dogadaliśmy, ale fascynujące jest to ile wstydu i agresji mogą wywołać dwa pozornie zwykłe słowa. Myślę, że ciąg dalszy nastąpi,J ta historia wydaje się całkiem niezłym wstępem.

Na dobry początek

Zacząć zawsze jakoś trzeba i zazwyczaj nie jest to proste, w Internecie można znaleźć wiele niespełnionych i porzuconych tworów (mam nadzieje, że taki los nie czeka mojego blogu ).

 

Pomysł na pisanie, pojawił się w mojej głowie już dawno.  Tematy  przychodziły jak grom z jasnego nieba, zupełnie niespodziewanie, tak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem, tyle że zamiast komputera używałem do tego swojej wyobraźni. W świecie fantazji jako wschodząca gwiazda polskiej blogosfery osiągnąłem już wszystko, lecz moje ambicje ciągle były niezaspokojone…………….

 Rozpocząłem kolejny etap mojej „kariery”, etap pisania w Wordzie.  Przekonałem się,  że pisanie nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać. Spore rozczarowanie na tym etapie, wynika z chęci upublicznienia tego co się robi, zaprezentowania swojego materiału i podania go ocenie innych, ale jest też druga strona, znajomość własnych ograniczeń i wstyd, który rządzi naszym życiem(ale o tym szerzej  innym razem). Pisanie do szuflady było mniej satysfakcjonujące, niż imaginacja na ten temat (pisząc blog w marzeniach, przynajmniej zawsze, byłem skazany na sukces własnych wyobrażeń i oczekiwań). Dodatkowy impuls, na przełamanie wstydu, pojawił się dość niespodziewanie, gdy czytałem znany i lubiany blog Andrzeja Tucholskiego, nie wiem czemu, ale natchnął mnie jakąś pozytywną energią.

Tak oto podjąłem decyzję o pisaniu w Internecie (czy słuszną, to się jeszcze okaże). Niestety, już na wstępie pojawiło się kilka problemów:

 a) Moja dysortografia (potrafię robić takie błędy, że nawet Word daje się wyprowadzić w pole )

 b) Małe doświadczenie w pisaniu( przez parę lat studiów ograniczałem się jedynie do wykonywania obowiązkowych prac pisemnych z nimi związanych, ale cholera jak inaczej zdobyć doświadczenie jak nie przez pisanie właśnie, dzięki upublicznieniu, szybko dowiem się co robię nie tak)

 c) Za cholerę nie wiedziałem jak  zacząć, gdzie ten blog ugryźć, umieścić. Oczywiście najłatwiej poszukać cennych informacji  w Internecie, więc pełen nadziei i zapału, wpisywałem w Google różne kombinacje zdań ze słowem blog w roli głównej i zacząłem wielkie czytanie po paru godzinach buszowania zapał odszedł w siną dal a ja nie dowiedziałem się kompletnie niczego poza tym że oczywiście najlepiej uczyć się na własnych błędach, a jak będziesz dobry to bez względu na to gdzie jest Twój blog możesz osiągnąć powodzenie (przynajmniej  mam taką nadzieję J)  

P.S.

Przeglądając informacje o blogach, trafiłem na kilka porażająco inteligentnych pytań, np. jak odnieść sukces prowadząc blog, jak stać się popularnym i bogatym itp. Naprawdę wielki szacun dla każdego kto wbrew własnej inteligencji napisał coś w tym stylu, aaaa i oczywiście jeszcze większy szacun dla tych wszystkich niespełnionych „blogstars” którzy postanowili na tak postawione pytania odpowiedzieć.